Kyon > Kyon

Opowiadania

(1/7) > >>

Henryk Pruthenia:
Napisałem był (mniej więcej) opowiadanie, którego akcja dzieje się w Kyonie. Jest to, mam nadzieję, jedno z wielu opowiadań. Będą one krótkie, i zawsze będę tłumaczył je na jakiś kyoński język.

Dziś będzie to krótkie opowiadanie z kraju Pinu. UWAGA! Nie jestem pisarzem, chciałem tylko trochę ożywić nasz świat :). Opowiadanie zostało przetłumaczone na język pinu, którego nikt nie skomentował. Jest także nagranie dźwiękowe tekstu. UWAGA2! Nie jestem Pinusem!

Miko  ♬♬♬
Ya Ya Kumi suko pu nan yosa. Sim ritat liŋi su sim kay si utan mesi-mesi la tato. Nan pila yo nan yosa. Nan yosa kepuk ye pila miko.
Kame sim kolaŋ kame ta kap, ŋoto sim yuy punak se koyi yi palak. Yu puke soka-soka. Tato yo lita tiyo, sok yuŋur kamoŋ sirap.
Sim ŋomo-ŋomo. Sim-sim piyu ta Ya Ya Kumi li raŋana, sim-sim miya su sim-sim lapim kato noŋ sim-rero-sim. Ŋe kato noyi mir:
Kepuk Ye yo tenet pele nur! Nan yo Pu Mo!
Sim pele nur yiku kalik. Palak por ni ŋeŋot, yu poko noŋ yoka yo. Li noyi li piyu ta Ya Ya Kumi, riso-rero-riso kato noyi somas sim keŋi...
Kin riso kato noyi miyat se mat punuy ta ŋeŋot. Palak maŋi ta pora. Noyi pa yuy paya seyan pik, ŋet susit-susit por ni kamoŋ papa mir sori papa mir. Ya Ya Kumi kay sim-tenet-sim. Yoka sim-sori-sim ŋomo ta sim royuk-royuk. Su sim kiyep Ya Ya Kumi rurem.
-O seku! Makak sim-sim un ke ayu popek!
Ya Ya Kumi mase. Su sim luŋe ni ye.

Powrót
Ya Ya Kumi wstała dziś wcześnie. Szybko ubrała się i pobiegła wzdłuż wyłożonych kamieniem ulic w stronę morza. To mogło być dziś. Dziś mógł wrócić statek.
Dotarła wreszcie na plażę, gdzie zaczęła przedzierać się przez tłum kobiet. Wszystkie czekały na to samo. Morze było spokojne, fale powoli uderzały o brzeg.
Rozejrzała się. Patrzyli na nią nieprzychylnie, śmiali się, coś szeptali między sobą. Wtem ktoś zakrzyczał:
Statek na Horyzoncie! To "Jutrzenka"!
Minęło parę chwil. Ludzie ruszyli ku pomostowi, wszyscy chcieli być pierwsi. Nikt nie patrzył na Ya Ya Kumi, czasami nawet ktoś ją popchnął...
Wreszcie, ktoś przerzucił przez burtę deskę na pomost. Na ląd zeszli ludzie. Tragarze zaczęli wyładowywać towar, a oficerowie ruszyli w stronę brzegu pośród wiwatów. Ya Ya Kumi podbiegła do nich.
Jeden z nich spojrzał na nią, przewracając oczami. I uderzył w twarz.
- Idiotko! Przecież on zginął trzy lata temu!
Ya Ya Kumi odwróciła się. I powoli odeszła do domu.

Zarys ma też kolejne opowiadanie, tym razem akcja będzie miała miejsce na mroźnej Północy :)

Zachęcam też Was do jakiejś takiej twórczości. :)

Spiritus:
Kurna, uprzedziłeś mnie xd.
Gdybym tylko wreszcie doprowadził reformę enenckiego do końca...

Ale obiecuję, że kiedy zajmę się priorytetami (tj. Wiki), to z pewnością coś opublikuję.

Henryk Pruthenia:
To szybko, bo Borlach też wspominał o możliwym tekście, i wtedy będziesz w ogóle trzeci :)

Cieszy mię bardzo. A jakiś komentarz na temat samego opowiadania?

Miało być "suche". I takie będą wszystkie moje opowiadania późniejsze. Wyszejszło-li?

EDIT: I jak brzmi pinuski?

Kazimierz:
Niezłe!
To brzmi jak coś polinezyjskiego, ew. afrykańskiego połączone z japońskim.

Henryk Pruthenia:
Afrykańskiego? Rzeczywiście, czasem brzmi japońskawo, ale sam język gramatycznie różni się mocno. Celowałem bardziej w indonezyjski. :)

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

Nie udało się pochwalić
Pochwalanie...
Idź do wersji pełnej