Językoznawstwo > Języki naturalne

Luki słownikowe

(1/47) > >>

Wedyowisz:
Zakładam wątek poświęcony wyrazom (a także frazeologizmom) obecnym w pewnych językach, które nie mają dobrego, powszechnie przyjętego odpowiednika w innych.

Zasadniczo można je podzielić na 2 grupy:

1) hehe, mają na to osobne słowo, wariaci
2) kurde, nigdy nie wiem ja to przetłumaczyć, chyba się pochlastam

Nie trzeba chyba mówić, że rozróżnienie jest wysoce subiektywne i zależy od działki, którą się zajmujemy. Można (lecz nie  trzeba) proponować tutaj własne tłumaczenia na język polski (nie obowiązują takie ograniczenia etymologiczne jak w wysokopolskim).


Serendipity —  oznacza odkrycie czegoś ważnego lub użytecznego drogą szczęśliwego trafu (zwykle w kontekście badań naukowych), także pewien talent, dryg do takich odkryć; osobliwy wyraz ukuty przez osiemnastowiecznego angielskiego literata, który inspirował się pewną pokręconą bajką o 3 królewiczach z Cejlonu (Serendib — ponoć dawna nazwa owegoż), którzy wygnani ze swego kraju dzięki swojej inteligencji i fartowi rozwiązują szereg zagadek. Sporo języków europejskich zapożyczyło ten wyraz z angielskiego. Również w polskim zdarzają się próby zapożyczania to jako serendypność, to jako serendypia, które jednak wydają mi się pokraczne i groteskowe.

W związku z tym jestem za odrzuceniem prostego zapożyczenia na rzecz frazeologizmu traf cejloński (zachowane oryginalne egzotyczne konotacje); serendipitously — trafem cejlońskim, serendipitous — tu już trzeba by przeformułować całość (ew. skrótowo cejloński(e) — odkrycie).
Inną możliwością jest wykorzystanie jakiegoś znanego przypadkowego odkrycia i urobienie wyrazu od nazwiska odkrywcy. Np. inspirując się odkryciem penicyliny przez A. Fleminga, możemy mieć flemingiadę (sufiks -(i)ada wystarczająco często tworzy derywaty nazw osobowych: spartakiada, robinsonada, chopinada, rodomontada itp.). Gorzej z przymiotnikiem i przysłówkiem (flemingowski? flemingijski?).


Zapraszam do podzielenia się innymi napotkanymi pojęciami, przy których czujecie pokusę code switchingu, albo z którymi tłumacze i autorzy nie radzą sobie zbyt dobrze.

Zgodnie z sugestią spitygniewa, rozszerzyłem temat z języka polskiego na wszelkie języki.

Dynozaur:

--- Cytat: Gubiert w Kwiecień 24, 2013, 11:56:05 ---Gorzej z przymiotnikiem i przysłówkiem (flemingowski? flemingijski?).
--- Koniec cytatu ---

Flemingowski, bo nie ma czegoś takiego jak "Flemingja".

Zresztą pisałem już kiedyś o "kijach" i ich nadużywaniu...

spitygniew:
Tutaj jest parę niezłych przykładów (ale raczej z grupy pierwszej według Gubierta). Z typu drugiego, to w tym momencie do głowy przychodzą mi tylko sławetne followed by, równie legendarne niemieckie doch (choć niby bynajmniej spełnia u nas m.in. taką rolę, ale nikt tego nie używa) i węgierskie vidék, stosowane na określenie terenu Węgier poza Budapesztem (choć to przykład strasznego stolycowego bucostwa, bo dosłownie znaczy "prowincja"). Ale dam głowę, że znam więcej lepszych przykładów, może później coś mi przyjdzie do głowy.

Ale czemu temat taki jednostronny? Mnie zawsze ciekawiło, które polskie słowa nie mają odpowiedników w innych językach, np. zastanawia mnie, jak częste są niezłożone odpowiedniki "doby" czy "iskania".

Vilène:

--- Cytat: spitygniew w Kwiecień 24, 2013, 18:59:21 ---węgierskie vidék, stosowane na określenie terenu Węgier poza Budapesztem (choć to przykład strasznego stolycowego bucostwa, bo dosłownie znaczy "prowincja")
--- Koniec cytatu ---
Ekhm, ale słowa oznaczającego „prowincja” na oznaczenie terenów poza stolicą używa się także w innych językach – takie użycie notuje się we francuskim, a także polskim. Z kolei np. angielski używa w tym znaczeniu wyrażenia the regions.

spitygniew:
Poważnie, warszawiaki też są aż takimi bucami? Cóż, mogłem się domyślić...

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

Nie udało się pochwalić
Pochwalanie...
Idź do wersji pełnej