Językoznawstwo > Lingwistyka ogólna

Dźwięczne mlaski

(1/3) > >>

Wedyowisz:
Weź mi ktoś wyjaśnij o co chodzi z tymi ponoć istniejącymi dźwięcznymi mlaskami (np. w tym języku) i jak mogą one nie być spółgłoskami o językowo-płucnym mechaniźmie przepływu powietrza (no bo w opisie fonetyki tego języka do takowych nie są zaliczane). Unosowione mlaski mi jeszcze wychodzą, mam wrażenie, za to dźwięczne nie wiem jak ugryźć.

Noqa:
Może kwestia operowania samogłoską - dźwięczne wymawiane synchronicznie z samogłoską, w bezdźwięcznych mlask byłby artykułowany oddzielnie. Ale z drugiej strony, czym by się różniły od tych ze zwarciami?
A może po prostu jakiś bubel Wiki.

BartekChom:
Zdaje się, że na informację, że mlaski bywają dźwięczne, trafiłem, jak pierwszy raz o nich czytałem na Wikipedii, więc mnie to nie dziwi i myślę, ze jak już się nauczy wplatać mlaski w słowa (bo cmokać, kląskać i mlaskać każdy umie),  to wybór dźwięczności i nosowości nie są szczególnie trudny. Mówiąc jakiś mlask staram się jednocześnie z nim powiedzieć (dla przedniojęzykowych, dla innych p, m, ń...) t, d, n albo bezdźwięczne n (z odpowiednią poprawką miejsca artykulacji). O spółgłoskach językowo-płucnych pierwszy raz słyszę, więc nie wiem, jak się mają do tego problemu. Możliwe nawet, że to jednak je wypowiadam, kiedy myślę, że to normalne mlaski.

Canis:
Podpowiedź: głoski, które określamy mianem "dźwięcznych", w języku polskim są przede wszystkim dźwięczne.  Przede wszystkim. Występują inne zjawiska, które umożliwiają identyfikację ich w mowie szeptanej (gdzie fonacja jest chyba jedna).

Wedyowisz:
Językowy mechanizm przepływu powietrza w mlasku nie pozwala (w moim rozumieniu) na drgania więzadeł głosowych podczas jego artykulacji, chyba że powietrze uchodziłoby przez nos - stąd mlaski nosowe mię specjalnie nie dziwią i jestem całkiem pewny, że umiem je wymawiać.

Natknąłem się na wikipedii na inną wzmiankę, zgodną z moimi przemyśleniami: "The essence of a click is a lingual ingressive airstream mechanism. However, in nasal clicks the nasalization involves a separate nasal airstream, generally pulmonic egressive but occasionally pulmonic ingressive. Similarly, voiced clicks also require a simultaneous pulmonic egressive airstream to power the voiced phonation.". Wygląda na to, że 1) nikt nie rozumie mlasków (heloł Feynman) 2) w tym artykule o języku ju|'hoansi coś skopanem jest.

Jeżeli tym się kierować, zwykła płucna egresywna dźwięczność musiała by się włączać pod koniec artykulacji mlasku - przechodziłby on w dźwięczną zwartą języczkową (zwarcie w tym miejscu jest wykorzystywane w końcu w językowym mechaniźmie przepływu powietrza). Czyli podpadałoby to pod te spółgłoski o mieszanym m.p.p. Natomiast nie byłoby słyszalnej dźwięczności w czasie samego "mlaśnięcia". W sumie jakby się nad tym zastanowić, nie odbiega ta sytuacja aż tak bardzo od zwykłych płucnych zwartych, które są właściwie akustycznie okresami ciszy, a informację odnośnie ich miejsca artykulacji odbieramy dzięki zakłóceniom formantów początku i końca sąsiedniej samogłoski. Przynajmniej tak ja to pojąłem. Tutaj w okresie ciszy dodatkowo mamy mlask pochodzący z niepłucnego m.p.p.


--- Cytuj ---Podpowiedź: głoski, które określamy mianem "dźwięcznych", w języku polskim są przede wszystkim dźwięczne.  Przede wszystkim. Występują inne zjawiska, które umożliwiają identyfikację ich w mowie szeptanej (gdzie fonacja jest chyba jedna).
--- Koniec cytatu ---

Słuszna uwaga, jednak nie przybliża mię ona za bardzo do wymówienia dźwięcznego mlasku. Ale spróbuję poczytać coś o szepcie.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

Nie udało się pochwalić
Pochwalanie...
Idź do wersji pełnej