Przejdź do zawartości

Wertynizm

Z Conlanger
Wersja z dnia 20:10, 30 wrz 2021 autorstwa F1req (dyskusja | edycje) (Poprawa pierwszej części mitu.)
Czytasz artykuł z serii: Wertynia
Plik:XYZ
Xxxxxxxxx
Wōltukhōt

Języki:

Dzieje państwa:

Wertynizm (wer. ???) – zbiór wierzeń religijnych, wyznawanych na terenie Wertynii oraz w diasporach w innych regionach północnej Ajdyniriany. Religia powstała ze zmieszania wierzeń napływowej ludności wertyńskiej, lokalnych wierzeń awańskich oraz religij ajdyniriańskich, przede wszystkim dżaryzmu. W mniejszym stopniu na religię oddziały również wierzenia kejreńskie oraz tahareńskie.

Wierzenia

Kult ognia


Kult ognia na ziemiach wertyńskich pojawił się wraz z przywiezionymi podczas wojny ????????????? przez Wertana Wielkiego ajdyniriańskimi niewolnikami z Królestwa Śranirskiego. Rodzima kultura awańska jak i przybyła wertyńska nie traktowały ognia jako coś szczególnie ważnego religijnie, lecz wykorzystywany był w niektórych obrzędach. Obecnie ogień ma olbrzymie znaczenie kulturowo-religijne dla Wertów.

Mitologia

Mit kosmogoniczny


Część 1: Wielka Wędrówka

Na początku była tylko pustka, a w niej dwaj bracia, przemierzający ją i rozmyślający nad sensem swego istnienia w sercu jej. Młodszy z braci – pełen niezrozumienia, gniewu, do otaczającej go nicości, podniesionym, wręcz krzykliwym głosem zapytał się brata swego, czy dalsza wędrówka ma jeszcze sens? ponieważ przemierzają oni wciąż tę pustkę, nie wiedząc nawet, czy nie chodzą w kółko. Wędrują oni już tak długo, a wciąż nie znaleźli niczego, co by świadczyło, że nie są oni jedynymi istotami w tej wszechogarniającej ich pustce. Starszy z braci – pełen opanowania, poszukujący głębszego sensu w całej tej pustce, spokojnie rzekł swojemu bratu, aby ten się uspokoił, i zrozumiał, że zakończenie przez nich wędrówki jest bezcelowe, ponieważ ich całe dotychczasowe istnienie opierało się na wędrówce, i jakby ją teraz zakończyli, to ich jestestwo straciłoby sens. Usłyszawszy to młodszy brat, w którym narastała frustracja, zapytał się jeszcze brata, dlaczego ich matka odeszła w mrok przed wiekami, zostawiając ich samych w tułaczce po bezkresie pustki? W odpowiedzi usłyszał, że starszy brat sam do końca nie wie, matka nie powiedziała, dlaczego dokładnie ich opuszcza, rzekła tylko, że musi odejść, żeby dopełnić swoje przeznaczenie. Młodszy brat, którego złość ciągle narastała, chciał jeszcze coś powiedzieć swojemu bratu, lecz po chwili zrozumiał, że kłótnia z bratem jest bezcelowa, więc zamilkł. Bracia ciągle trwali w swej wędrówce przez tę niekończącą się pustkę, w głębi swych dusz wierząc, że wędrówka ta kiedyś wreszcie się zakończy.

Bracia wciąż kroczą po bezkresnej pustce, mimo że wędrówka ich z perspektywy ludzkiej trwa już od eonów, ciągle przemierzają odmęty ciemności. Kroki ich ciężkie roznoszą się po nicości, będąc jedynym wypełniającym ją dźwiękiem. Bracia coraz bardziej tracili nadzieję, że uda im się kiedyś odnaleźć coś, co by świadczyło, że nie są oni sami w odmętach pustki, lecz nadzieja powróciła, jak dojrzeli w oddali niewielki świecący punkt, bez większego zastanowienia przyśpieszyli kroku, byli szczęśliwi, że po tak długiej wędrówce udało im się znaleźć coś w odmętach ciemności. Zmierzali oni w kierunku tajemniczego świecącego punktu, lecz nie był on na wyciągnięcie ręki, znajdował się daleko od nich, ale im dłużej ku niemu szli, tym stawał się on większy. W końcu jednak udało im się dotrzeć do tego punktu, który to okazał się falującym płomieniem o złotawej barwie. Długo przyglądali się oni mu z pewnej odległości, nie mogąc nadziwić się temu, co widzą. Nadszedł jednak czas, aby podejść bliżej do płomienia i przyjrzeć się mu z bliska. Reagował on na każdy ich ruch, wykonując swego rodzaju taniec. Młodszy brat wahał się przed podejściem bliżej, przenikał go strach, lecz po dłuższej chwili rozmyślań przełamał strach i wraz z bratem podchodzili do płomienia. Znajdowali się coraz bliżej niego, aż znaleźli się oni tak blisko, że mieli go na wyciągnięcie ręki. Przyglądali się oni uważnie jego tańcowi, lecz coś im w głębi serc mówiło, że mają oni go dotknąć. Bali się to zrobić, lecz w końcu się na zdecydowali, postanowili go w tym samym momencie dotknąć. Wnet ich ciała, jak i umysły przeszła dziwna energia, czuli jak rozpala ich coraz bardziej, pojawiły się też różne wizje, ujrzeli oni swą matkę przepraszającą, że ich porzuciła. Zobaczyli swoje najgłębsze pragnienia, jak i przerażające strzępki przyszłości. Aż w końcu wizje ustały, a płomień zniknął. Bracia wpatrywali się sobie głęboko w oczy, lecz słowa wydusić nie mogli. Palący ból roznosił się po ciałach ich, lecz z każdą chwilą słabł. Nie potrafili zrozumieć tego, co się przed chwilą wydarzyło. Więc pogrążyli się oni w swych myślach, próbując dojrzeć sens płomienia tego oraz wizyj, które im zesłał. Przemyślenia ich miały być długie, lecz z każdą chwilą rozumieli oni coraz więcej.

Część 2: ??? ???

Dwaj bracia, otrząsnąwszy się po tym, co zobaczyli w odmętach swych umysłów, stwierdzili, że płomień ten podarował im coś szczególnie ważnego, coś czego nie byli w stanie objąć rozumem. Długo jeszcze rozmyślali nad tym, lecz doszli do wniosku, że czas zakończyć rozmyślenia i wykorzystać zdobyty dar. Starszy z braci stwierdził, że powinni za pomocą daru powołać do życia stworzenie, które by im w tej pustce towarzyszyły. Młodszy z braci z początku podszedł do tego z lekką dozą sceptycyzmu, lecz ostatecznie zgodził się z bratem, w głębi duszy pragnął z kimś jeszcze porozmawiać. Bracia przystąpili do tworzenia towarzyszy dla siebie, mimo, że jeszcze do końca nie wiedzieli, co ich dar może zdziałać. Postanowili ich stworzyć na swój wzór, ponieważ chcieli porozmawiać z kimś równym sobie. Słowami swymi udało im się stworzyć początkowo niewielką grupę, którą to obdarowali wolną wolą, żeby sami mogli decydować o swym losie. Nazwali stworzone przez siebie istoty rozumne swymi dziećmi. Było ich dziesięć, lecz bracia nie chcieli na tym poprzestać, stworzyli potem ich jeszcze niezliczoną ilość. Pierwszą stworzoną dziesiątkę nazywamy dziś ???????? ?? ?????????? - Najstarsi z Najstarszych. Dzieci ich, mimo, że obdarzone były wolną wolą oraz częścią daru, potrafiły się mylić, popełniać błędy - nie były doskonałe.

Starczy z braci zgromadził wszystkie dzieci przed obliczem swym i rzekł do nich, że niedługo nadejdzie ich chwila, pozwoli im wyruszyć w bezkres świata, lecz muszą jeszcze poczekać na ten moment. Dzieci zaczęły kierować zapytania dlaczego muszą czekać jeszcze, lecz nie uzyskały bezpośredniej odpowiedzi na swe zapytania. Niektórzy się niecierpliwili przedłużającym się czekaniem, inni natomiast poczciwie czekali, aż będą mogli dostąpić odpowiedzi od Ojca. Niecierpliwi wiele razy jeszcze prosili Ojca, aby ten wyjawił im powód dla którego muszą oni czekać, lecz bezskutecznie. Zaczęli oni więc szukać wyjaśnienia takiej decyzji Ojca u jego brata - młodszego z Ojców, udali się do niego. Młodszy z braci, w sercu którego rozpalała się nienawiść do swego brata, której płomień pojawił się już od początków istnienia, gdy usłyszał o tym, że dzieci szukają u niego wyjaśnienia, którego nie dał im jego starszy brat, zaczął knuć, planował z pomocą dzieci obalić brata. Kiedy dzieci spytały się go, dlaczego muszą jeszcze czekać, aby wyruszyć w bezkresny świat, odpowiedział, że jego brat nimi manipuluje, że nie pragnie żeby oni wyruszyli w świat i tworzyli własne dzieła, pragnął ich posłuszeństwa względem niego. Dzieci usłyszawszy to zaniemówiły, nie mogły pojąć tego, że ich Ojciec tak naprawdę chce tylko nimi manipulować, że chce ich zniewalać. Młodszy z braci widząc, że zasiał ziarenko w ich sercach, powiedział, że mogą razem zrzucić z tronu Ojca, dodał też, że on też jest ofiarą jego chciwości, jego pychy. Dzieci nie chciały wierzyć w to wszystko co przed chwilą usłyszały, lecz były stworzone też z mocy młodszego z braci, zatem były podatne na jego manipulacje, więc przystały na wspólną próbę obalenia Ojca. Młodszy z braci był z tego powodu naprawdę ucieszony.

Zebrana armia do obalenia starszego z braci była olbrzymia, taka, że ludzki umysł nie byłby wstanie wyobrazić sobie chociaż ułamka z niej. Atak miał się odbyć z zaskoczenia, żeby zadać jak największe straty Ojcu zanim ten w ogóle zrozumie co się właśnie stało. Postanowili zaatakował podczas wielkiego zebrania, które miało się niedługo odbyć. Starszy z braci jednak o wszystkim wiedział, o tym, że dzieci pójdą do jego młodszego brata po odpowiedź na ich pytania, jak i to że ten ich zmanipuluje żeby go obalić. To był właśnie powód, dlaczego mieli oni czekać aż wyruszą ku światu, chciał wyłonić ze swych dzieci te, o zdradzieckiej krwi. Wiedział też, że będą oni chcieli zaatakować w dzień tak ważny, jak dzień wielkiego zebrania. Zaczął on więc oczekiwać na ten dzień. Kiedy wielkie zebranie się rozpoczęło, zdrajcy krwi zaatakowali, on pochwycił ich swą mocą i cisnął nimi w odmęty wszechświata. Moc Ojca była tak potężna, że ze zdrajców krwi niewiele zostało, ostały się jeno szczątki ich dusz, które to stały się gwiazdami i innymi obiektami jak słońce, planety, czy księżyce. Młodszy z braci widząc, że jego armia została unicestwiona, sam rzucił się do ataku na brata. Wywiązała się między nimi długa walka, w której to raz jeden dominował, a raz długi. W końcu jednak młodszy brat musiał uznać potęgę starszego, który to go pochwycił w ognistych kleszczach. Młodszy próbował się jeszcze jakoś wydostać, lecz nie miał już żadnej możliwości, wtedy to poprzysiągł bratu, że wróci i dokończy to, co dziś zaczął. Kazał też od tej pory zwać go Nāhdar - Śmierć. Starszy wysłuchał to w milczeniu, lecz potem przeklął brata przemieniając go w włochatą bestię, a potem cisnął nim przed siebie. Wtedy to wrócił na swój tron i kazał stawić się przed jego obliczem reszcie dzieci, które to cały ten czas w milczeniu i przerażeniu obserwowały walkę. Powiedział im, że przeszli oni ostateczną próbę, po czym wstał, wystawił przed siebie rękę i rzekł: „Od dzisiaj to wszystko należy do was!“, pokazują na otaczający ich świat. Dodał jeszcze, że dobrze wiedział, że jego brat razem z niecierpliwymi będą chcieli go obalić. Chciał pozbyć się pozbyć się zdrajców krwi, żeby wierni jemu mogli władać światem. Dzieci pokłoniły się przed Ojcem mówiąc: „My będziemy tobie wierni po kres istnienia, Ojcze nasz!“. Ojciec kazał im wstać, po czym rzekł, że mają się oni udać w świat i kontynuować jego dzieło stworzenia. Dzieci posłusznie wstały, a potem każdy udał się w obranym przez siebie kierunku, niektórzy łączyli się w mniejsze, a inni w większe grupy, niektórzy też postanowili wyruszyć w samotną wędrówkę, przez ogrom świata. Za to niektórzy postanowili wyruszyć jeno z bratem.