Autor Wątek: Połabskie wyzwania akcentuacyjne (i nie tylko)  (Przeczytany 82665 razy)

Odp: Połabskie wyzwania akcentuacyjne (i nie tylko)
« Odpowiedź #255 dnia: Wrzesień 21, 2021, 15:16:14 »
Cytuj
W odróżnieniu od Polańskiego rozróżniam mianownik i biernik mnożyny w męzkich, poświadczonych jest wiele końcówek obydwu przypadków (np. /pasai, ṕåsĕ/) i raczej nic nie wzkazuje na to, aby się one zmieszały.
Zastanawiam się jednak, czy frazy vitĕdüj-năm nosĕ grex'ĕ, verv'olai musketeri, slepce püją nie są taką poszlaką?

Cytuj
Z jednej strony mamy NPl/APl to jedne z najczęstszych form rzeczowników, ale z drugiej tylko trzy takie formy znamy. Problem z u-tematami jest taki, że nawet w scs. były one mocno przemieszane z o-tematami, więc nie jest nawet jasne, jakie były prasłowiańskie u-temata.
One nie zostawiły po sobie w żadnym języku za wielu pewnych śladów, ale akurat ten vål jest dość pewien. Na led, med, varx bym raczej nie uogólniał.

Cytuj
Polecam i przy okazji mam jeszcze jedną zagwozdkę — końcówki rzeczowników odczasownikowych typu -enie. Większość poświadczonych gerundyj ma /-enĕ/, jednak spotyka się też /-inĕ/, bez sensownej reguły. Problem jest taki, że *-enьje musiałoby regularnie dać właśnie tą drugą końcówkę (e→i przed spółgłoską miękką).
Obstawiam szerzenie się analogii do imiesłowu przymiotnikowego biernego.

Cytuj
Swoją drogą jest sporo dubletów (poświadczone -ai będę zapisywał -au): /bübă:bübau, våskă:våsťau, gorxă:gorx́au/, może coś jeszcze się znajdzie. No i faktycznie można przyjąć, że -au/-ĕ oznacza partytywność.
Swoją drogą, w przypadku tematów 1-sylabowych - chyba zawsze, poza paradygmatem, akcentowane!
Skrzydła miłości, mocy, o wielki, Twardy Jerze,
Rozpostrzyj ponad nami, ogrzej i przyjmij nas. -Mrkalj, Palinodia o twardym jerze
***
VIVAT CAROLVS GVSTAVVS REX POLONIÆ
 

Offline Siemoród

Odp: Połabskie wyzwania akcentuacyjne (i nie tylko)
« Odpowiedź #256 dnia: Wrzesień 21, 2021, 17:52:55 »
Cytuj
W odróżnieniu od Polańskiego rozróżniam mianownik i biernik mnożyny w męzkich, poświadczonych jest wiele końcówek obydwu przypadków (np. /pasai, ṕåsĕ/) i raczej nic nie wzkazuje na to, aby się one zmieszały.
Zastanawiam się jednak, czy frazy vitĕdüj-năm nosĕ grex'ĕ, verv'olai musketeri, slepce püją nie są taką poszlaką?
Obraz zaciemniają redukcje, niedokładność zapisów no i istniejąca u schyłku połabskiego tendencja do mieszania przypadków. Znalazłem takie przykłady:

Mianownik mnożyny, zamiast biernika:
kăk moi nosĕ duznaicĕ perdodimĕ
verv́olai musketeri
slepce püją (jeśli to nie slepcĕ: <Slêpze püang>)

Biernik mnożyny, poprawnie użyty:
vitĕdüj-năm nosĕ grex́ĕ
vitĕdüj-mĕ dox te müjĕ grex́ĕ
per nos gresnaiťĕ
mom joz vlåsåi

W zasadzie chyba nie różni się to od sytuacji np. z liczbą pojedynczą, gdzie też często mamy mianownik zamiast biernika albo biernik zamiast miejscownika, dlatego ja bym w literackim połabskim rozdzielił mianownik i biernik męzkich.

Swoją drogą przedostatni przykład dowodzi, że w połabskim biernik męzkoosobowych czy męzkożywotnych nie był równy dopełniaczowi jak w polskim czy łużyckich!

Cytuj
Polecam i przy okazji mam jeszcze jedną zagwozdkę — końcówki rzeczowników odczasownikowych typu -enie. Większość poświadczonych gerundyj ma /-enĕ/, jednak spotyka się też /-inĕ/, bez sensownej reguły. Problem jest taki, że *-enьje musiałoby regularnie dać właśnie tą drugą końcówkę (e→i przed spółgłoską miękką).
Obstawiam szerzenie się analogii do imiesłowu przymiotnikowego biernego.
Też tak to sobie tłumaczę. Mimo wszystko literacko preferowałbym -inĕ, tym bardziej że analogja nie była doprowadzona do końca.
« Ostatnia zmiana: Wrzesień 21, 2021, 20:14:38 wysłana przez Siemoród »
Niech żyje Wolny Syjam!
 

Offline Dynozaur

  • Audytor w: Komisja Ustalania Nazw Miejscowości
  • Wiadomości: 3 794
  • Pochwalisze: 371 razy
  • Wiecznie obserwowany
Odp: Połabskie wyzwania akcentuacyjne (i nie tylko)
« Odpowiedź #257 dnia: Wrzesień 27, 2021, 15:22:49 »
Zabieram się do tej odpowiedzi od dłuższego czasu jak pies do jeża, ale chyba nadszedł ten czas xDDD

Odpowiadam tylko na te punkta, co do których mam jakieś zastrzezenia czy wątpliwości. Brak odpowiedzi traktujcie jako zgodę lub brak pomysłu na rozwiązanie danego dylematu (chyba, że coś "wymyslę", to wtedy dopiszę).

Cytuj
To gdzie trzeba było zgadnąć to jest na pewno -v- wchodzące do feminin na -[k,g,x,t][o,ă], ja zakładam że w przypadku k, g, x wchodzi tam, gdzie inaczej wywołana byłaby IV palatalizacja (por. /koko, ai kokvĕ/, /mauxo, mauxvåi/), widocznie połabski lubiał unikać tej oboczości, oprócz tego w zapożyczeniach na -to (i pewnie też na -do, postuluję więc /lodo/, pl. /lodvåi/)

To ciekawe, bo nigdy nie postrzegałem tego jako mechanizmu obronnego przed jakąkolwiek alternacją fonetyczną. Zawsze byłem przekonany, że te neo-ū-temata biorą się z (nie do końca jasnego i nie posiadającego sztywnych reguł) klucza semantycznego (co w przypadku pełnych ū-tematów chyba nie budzi większych wątpliwości?), a te częściowe ū-tematyzacje zawsze postrzegałem jako stadjum pośrednie albo przejaw konkurencji formy neo-ū-tematową z pierwotną a-tematową.
Nie mówię, że twój wniosek jest błędny - zwłaszcza, jeśli doszedłeś do niego drogą analizy dostępnego materjału, ale z pewnością jest zaskakujący i dość "śmiały".

Cytuj
o tyle nie jestem pewien DIDu -mo/-mă i IPl -mai/-mĕ.

Uważam, że mogły istnieć, jeneralnie te końcówki (a przynajmniej IPl, bo dual jakby nie patrzeć w większości słowiańszczyzny jednak zanikł) miały się lepiej od innych i-tematowych końcówek przypadka zależnego w pluralu, co obserwujemy zresztą i w polskim (kośćmi, ludźmi - jakkolwiek to relikta, to jednak *kościem, *ludziem nie pozostawiły po sobie nawet tego), więc myślę, że jest prawdopodobieństwo, że końcówki te zachowały się przynajmniej w przypadku tych najczęściej używanych i najbardziej typowych i-temat (typu kość czy abstraktywy na -ość). A-tematyzacja mogła zajść tam, gdzie użycie pierwotnej końcówki -ma/-mi tworzyłoby dziwną zbitkę spółgłoskową. Oczywiście, wszystkie moje uwagi dotyczą zarówno końcówki dualnej, jak i pluralnej - wierzę, że ich rozwój (jaki on tam nie był), był symetryczny.

Cytuj
ū-tematyczną końcówkę -ъvь piszę -iv a nie -ėv, a to wynika z mojej niechęci do tego fonemu.

Tę niechęć podzielam, chociaż przyznam, że jest u mnie wywołana ona głównie względami ortograficznymi (to /ė/ strasznie mąci xD).
Szkoda, że Polański nic za bardzo nie pisał na temat swojego zmiennego stosunku do tego dźwięku, chyba że o czemś nie wiem.

Cytuj
Końcówka -'åx prawdopodobnie wyparła miękkotematowe *-aix, co wnioskujemy po formie vå zöŕåx (początkowo myślałem, że to temat na -ja, ale mianownik zöri świadczy że to temat na -jo).

Zakładałbym, że to dotyczyło też Dat Pl. Mam jednak zagwozdkę z Ins. Pl. i Dat/Ins Du. - mam wrażenie, że miękkotematowe -i, -ema miały się jeneralnie "gorzej" od swoich twardych odpowiedników - zastanawiam się, czy tutaj i-tematyzacja też miałaby sens. Poniekąd jest tu precedens w postaci polskiego końmi, ale nie wiem czy to dobry trop.

Cytuj
W odróżnieniu od tego co kiedyś mówił Dyno raczej bym nie wprowadzał końcówki celownika -owi /-üvĕ/ bo byłaby jednobrzmiąca z końcówką NSg, a do tego mimo wielu poświadczeń celownika nie ma śladu takiej formy.

Mojem zdaniem mimo wszystko warto się zastanowić nad kwestją celownika rzeczowników męzkich z -au/-ai w dopełniaczu. Czy jest jakiś przykład, gdzie mamy do czynienia z zaświadczonym celownikiem równym dopełniaczowi? Mnie ta (potencjalna) homofonja trochę zgrzyta osobiście (o wiele bardziej niż homofonja Dat.sing. i Nom.pl.), chociaż z drugiej strony tacy Czesi nie mają z nią problemu.

Cytuj
W odróżnieniu od Polańskiego rozróżniam mianownik i biernik mnożyny w męzkich, poświadczonych jest wiele końcówek obydwu przypadków (np. /pasai, ṕåsĕ/) i raczej nic nie wzkazuje na to, aby się one zmieszały. Z tego powodu też nie przewiduję wyparcia u męzkożywotnych biernika przez dopełniacz (jak w ruskim), natomiast przewidywałbym takie zjawisko w bierniku dwoiny (jak w staropolskim i łużyckich), np. /vaiʒą ṕåso, vaiʒą dåvüx ṕåsüv, vaiʒą tåri ṕåsĕ/.

Wszystko byłoby dobrze, ale ten "używotniony" biernik w dwoinie przy jednoczesnym jego braku w mnożynie mi zgrzyta, ze względu na fakt, że dopełniacz dwoiny wywodzi się z mnożyny. I w ten sposób powstaje taka dziwna asymetrja, gdzie w bierniku dwoiny mamy formę wywodzącą się z mnożyny, ale nie będącą biernikiem mnożyny... W sensie, dlaczego końcówka Gen.pl. miałaby zająć Acc.du., ale nie Acc.pl? Nie klei mi się to za cholerę (serjo, w łużyckich tak jest?). Wydaje mi się, że dual i plural powinny podlegać podobnym zasadom.

Cytuj
Warto też nadmienić na oboczną postać do /paivo/ czyli /paivau/ (a dokładniej /paivai/ w tamtym djalekcie), co jeśli nie jest jednostkowym błędem to świadczy o przeniesieniu tej końcówki do neutrów, chyba ewenement na Słowiańszczyźnie.

Jakkolwiek uznałbym to za aberrację i nie przyjmował za część języka literackiego, to jednak zaistnienie takiego błędu świadczy mojem zdaniem o tem, że skojarzenie tej u-tematowej końcówki z partytywem istniało, jakkolwiek o partytywie jako pełnoprawnym przypadku w połabszczyźnie mowy być nie może (co do partytywu jako przypadku szczątkowego precedens daje rosyjski [jakkolwiek niepowiązany] - i mojem zdaniem tutaj zasada była podobna, tylko oczywiście dużo częstsza i bardziej rozbudowana).

Swoją drogą - wiem, że kiedyś już ten temat poruszałem, ale czy znalazł ktoś jakiś przypadek żeńskiego partytywu? Bo coś mi się wydaje, że nawet chleba naszego powszedniego (gdzie "chleb" to żeńska skˊaiba) było zwykłym biernikiem.


Kurde no, miałem nadzieję, że będę w stanie pomóc w więcech kwestjach... Wybaczcie jeśli byłem mało pomocny (a wręcz chyba w paru przypadkach zasiałem ferment - no ale na tem polega burza mózgów xD), ale nadal "w razie czego" polecam się na przyszłość.
« Ostatnia zmiana: Wrzesień 27, 2021, 22:48:51 wysłana przez Dynozaur »
Brakuje mi weny. Podrzucajcie sugestje nowej sygnatury. Ma być prowokująca, ale żeby Bukasz nie miał się do czego przypieprzyć.
 
Pochwalili: Siemoród

Offline Siemoród

Odp: Połabskie wyzwania akcentuacyjne (i nie tylko)
« Odpowiedź #258 dnia: Wrzesień 27, 2021, 23:53:47 »
Cytuj
Tę niechęć podzielam, chociaż przyznam, że jest u mnie wywołana ona głównie względami ortograficznymi (to /ė/ strasznie mąci xD).
Szkoda, że Polański nic za bardzo nie pisał na temat swojego zmiennego stosunku do tego dźwięku, chyba że o czemś nie wiem.
To prawda, swoją drogą istnienie tego fonemu odrzuca też Olesch, a Polański w gramatyce ogranicza jego występowanie do grup ťė-, ďė-, x́ė-, jė- oraz -ėl, -ėr, -ėv i w tematach czasowników bėj- i lėj-, przy czym tłumaczy to słowami „Samogłoska ė rozwinęła się z pierwotnego ъ w położeniu po spółgłosce tylnojęzykowej a przed pierwotnie palatalną. “. Ubolewam nad tym, że Polański zmarł nie ukończywszy Gramatyki języka połabskiego, bo sądząc po dość licznych literówkach znana nam wersja jest (wbrew przedmowie) jeszcze nieukończona.

W każdym razie popieram tu Olescha, gdyż wydaje mi się, że zapisy <e> na to co Polański zapisuje /ė/ są równie rzadkie, co zapisy <e> na /i/, a sam fonem /ė/ ma podeźrzanie wązkie występowanie. Do tego nie wydaje mi się, że niemieckie ucho by słyszało to jako "i" a raczej jako "e".

Cytuj
Zakładałbym, że to dotyczyło też Dat Pl. Mam jednak zagwozdkę z Ins. Pl. i Dat/Ins Du. - mam wrażenie, że miękkotematowe -i, -ema miały się jeneralnie "gorzej" od swoich twardych odpowiedników - zastanawiam się, czy tutaj i-tematyzacja też miałaby sens. Poniekąd jest tu precedens w postaci polskiego końmi, ale nie wiem czy to dobry trop.
Swoją drogą że u-tematowa końcówka -au/-ĕ przeszła do miejscownika męzkich miękkotematowych (/no pǫťĕ, no våtåińĕ/), a przytem nie przeszła do nijakich miękkotematowych, gdzie trwała pierwotna końcówka (/no pülai, no mărai/) może być pewną wzkazówką, w końcu u-temata były męzkie, więc końcówka przenosiła się tylko do męzkiej deklinacji.

Oznaczałoby to tendencję odwrotną niż w pozostałych zachodniosłowiańskich, które przeniosły u-tematowe LSg -u do męzkich i nijakich.

Swoją drogą czeski i słowacki mają miejscowniki koni, poli, przyczem o ile w czeskim to raczej wtórność (<koňu, poľu, z czeskiem 'u>'i), to czy w słowackim jest to archaizm?

Cytuj
Mojem zdaniem mimo wszystko warto się zastanowić nad kwestją celownika rzeczowników męzkich z -au/-ai w dopełniaczu. Czy jest jakiś przykład, gdzie mamy do czynienia z zaświadczonym celownikiem równym dopełniaczowi? Mnie ta (potencjalna) homofonja trochę zgrzyta osobiście (o wiele bardziej niż homofonja Dat.sing. i Nom.pl.), chociaż z drugiej strony tacy Czesi nie mają z nią problemu.
Hipoteza o tym, że -üvĕ przyjmują te rzeczowniki które mają w dopełniaczu -au/-ĕ jest niestety (według mojej wiedzy) nieweryfikowalna, chyba jedyne rzeczowniki poświadczone w dopełniaczu i celowniku to /vit bügo, büďau/ oraz /viz Våstrüvă, kå Våstrüvĕ/.

Inna sprawa, że ten celownik nie musiał brzmieć -üvĕ a mógł -üv'ĕ, bo -owiu chyba jest spólne dla dolnołużyckiego i słowińskiego, dobrze kojarzę? (choć spólny jest też zanik jerów w sufiksach -ek, -ec, a tego w połabszczyźnie nie ma absolutnie)

Cytuj
Wszystko byłoby dobrze, ale ten "używotniony" biernik w dwoinie przy obecnym jego braku w mnożynie mi zgrzyta, ze względu na fakt, że dopełniacz dwoiny wywodzi się z mnożyny. I w ten sposób powstaje taka dziwna asymetrja, gdzie w bierniku dwoiny mamy formę wywodzącą się z mnożyny, ale nie będącą biernikiem mnożyny... W sensie, dlaczego końcówka Gen.pl. miałaby zająć Acc.du., ale nie Acc.pl? Nie klei mi się to za cholerę (serjo, w łużyckich tak jest?). Wydaje mi się, że dual i plural powinny podlegać podobnym zasadom.
Trochę niejasno się wyraziłem. W staropolskim byłoby wilcy (NPl), wilki (APl), wilku (ADu). Tylko w staropolskim do ADu żywotnych została przeniesiony z GDu, który miał wciąż końcówkę -u. W łużyckich z kolei podobne zjawisko tyczy się wyłącznie męzkoosobowych i tam jest mužojo (NPl), mužow (APl=GPl), mužow (ADu=GDu), jednak tu można zarzucić, że -ow było przeniesione nie z GDu do ADu, ale z APl do ADu. Scs. swoją drogą miał żywotność wyłącznie w jedninie, por. видѣ дъва братра.

Przemyślałem to chwilę i chyba bym w tej żywotności nie grzebał. Czyli bym zostawił ṕåso (GSg=ASg), ṕåso (NDu=ADu), pasai (NPl), ṕåsĕ (APl), bo to jest raczej najpierwotniejsza postać.

Cytuj
Jakkolwiek uznałbym to za aberrację i nie przyjmował za część języka literackiego, to jednak zaistnienie takiego błędu świadczy mojem zdaniem o tem, że skojarzenie tej u-tematowej końcówki z partytywem istniało, jakkolwiek o partytywie jako pełnoprawnym przypadku w połabszczyźnie mowy być nie może (co do partytywu jako przypadku szczątkowego precedens daje rosyjski [jakkolwiek niepowiązany] - i mojem zdaniem tutaj zasada była podobna, tylko oczywiście dużo częstsza i bardziej rozbudowana).
Słuszna obserwacja, trzeba dokładniej zbadać rozkład -au w dopełniaczu, być może to faktycznie kwestja partytywności, wtedy rozwiążemy problem rozkładu końcówek GSg.

Cytuj
Kurde no, miałem nadzieję, że będę w stanie pomóc w więcech kwestjach... Wybaczcie jeśli byłem mało pomocny (a wręcz chyba w paru przypadkach zasiałem ferment - no ale na tem polega burza mózgów xD), ale nadal "w razie czego" polecam się na przyszłość.
Zapraszam do przeźrzenia całych tabelek, które zalinkowałem, może tam więcej rzeczy znajdziesz jak choćby wciąż niejasna kwestja zaimków osobowych, może też coś do fleksji werbalnej, albo pomysł jak do stu fók odmieniać liczebniki trzy i cztery, bo nie mam pomysłu xD

Swoją drogą chętnie posłucham tu zdania Mauzera i Dynozaura, bo mam ciekawą myśl: poświadczone i niejasne /dåvoj/ i /tåroj/ można potraktować jako odpowiedniki polskich dwoje i troje (brak oczekiwanego -üj może być wpływem liczebnika dåvo, co się potem przeniosło na tåroj jak w staropolskim trzé>trzej na dwaj, bądź też jest efektem przeciwnym do djalektalnej zmiany typu *daji > doj ~ düj), natomiast reszta – citvărü, pątărü, sistărü, sidmărü, vismărü, devątărü, disątărü też jest nieco nieregularna, skoro z jednej strony mamy -ărü <*-oro (por. srb. četvoro, petoro, …), ale z drugiej sidm-, vism-, devąt-, disąt- są formami palatalizowanymi, co by świadczyło o przedniej samogłosce w -ărü albo też o wyrównaniu do liczebników porządkowych. Ciężko powiedzieć, te liczebniki rozwinęły się mocno nieregularnie, dlatego w szczegóły rekonstrukcyjne nie chciałbym się mieszać. W każdym razie formy /dåvoj, tåroj, våboj/ na pewno nie są żadnymi męzkoosobowymi i tylko przypadkowo przypominają polskie dwaj, trzej, obaj.

Przypuszczam, że w połabskim one zostały podane jako zwykłe liczebniki (i poza tym nie użyte poza dziwnym wyrażeniem /måi jismĕ storĕ tåroj ľotü/), bo musiały mieć dość szerokie użycie, w odróżnieniu od np. spółczesnego polskiego, gdzie w zasadzie zanikają, poza może dwojgiem i trojgiem. W staropolskim, oprócz spółczesnych literackich funkcyj (grupy obojga płci oraz) były szeroko używane z rzeczownikami zbiorowymi (dziesięcioro przykazań, dwoja czeladź), zamiast t.zw. liczebników wielorakich, a także w przypadkach, gdzie liczebnik występował w postaci dopełnienia (stąd: na dwoje babka wróżyła, dzielić włos na czworo) i twierdzę, że to ostatnie użycie musiało być powszechne w połabskim, skoro jeden z informatorów podał liczebniki zbiorowe będąc pytanym po prostu o liczby.

Pozostaje problem ich odmiany, zarówno przez rodzaje jak i przypadki, choć /tåroj ľotü/ pokazuje, że przynajmniej odmiana przez rodzaje mogła zaniknąć. Z drugiej strony forma /våboj/ 'zweiteilig = dwuczęściowy?' i /våbüjĕx/ 'beiderlei = obojaki' sugeruje odmianę przez przypadki, skoro zamiast /våbüx/ jak /dåvüx/ mamy /våbüjĕx/ (więc nie jest to 'obu' tylko 'obojga'), ale przy tym /no vibe stărne/, /så vibemă rǫkomă/. To pokazuje, że nie tylko należy rozdzielić 'oba, obie' i 'oboje', ale też chyba sugeruje inne funkcje – /*våbo, vibe/ 'oba, obie' to zwykły liczebnik, kiedy /våboj/ 'oboje' (a w przypadkach zależnych /våbüjĕx, ?våbüjaimă/) to liczebnik zbiorowy, dlatego ten pierwszy zastosowano przy obu stronach i obu rękach, a ten drugi przy formach, w których liczebnik nie stanowił określenia do jakiegoś rzeczownika, czyli tak jak wywnioskowałem w poprzednim akapicie.

Co sądzita o powyższem? Nawet to troje lato może mieć pewien sens, jeśli się dobrze zastanowić.

Ech, dużo jeszcze jest do zrobienia, ale podziwiam, jak wiele da się wywnioskować z tak skąpego materjału. Aż mam czasami wrażenie, że jego jest dokładnie tyle, żeby wystarczył do odbudowy języka i ani słówka więcej xD
--
EDIT: Mauzerze (bo Dynowi już się chwaliłem), chyba odkryłem tryb przypuszczający w połabskim. Tworzył go imperfekt (chyba nie aoryst?) od czasownika chcieć połączony z bezokolicznikiem, czyli /tex, tes, …, texǫ/ + inf.. Jest on poświadczony dwukrotnie, ale z powodu swojej nietypowości umknął Polańskiemu i poprzednikom, którzy jak dotąd twierdzili, że jest tryb przypuszczający jest niepoświadczony. Są to:
/zaidĕ lümą cornă drenĕ, texǫ büsćă virďăt/ 'Żydzi łamią czarne ciernie, chłostaliby Boga' (chłostaliby=żeby chłostać, bezokolicznik zbliża obie formy)
/joz menăm, joz tex tibĕ rådo met/ 'Myślę, że (polubiłbym) cię'
Moje argumenta:
1. Poza tem wyjątkowem /tex/ u Paruma Schultzego pojawia się tylko aoryst /sek/ i imperfekt /bėjăs/.
2. O ile w pierwszym zdaniu tłumaczenie trybem przypuszczającym niewiele zmienia, to wydaje mi się, że drugiemu nadaje o wiele więcej sensu.
3. Taki tryb przypuszczający kalkował by średnio-dolno-niemiecki tryb łączący, który był tworzony poprzez præteritum czasownika willen 'chcieć' z bezokolicznikiem. Zwróćmy uwagę, że to niejedyna konstrukcja składniowa skalkowana ze średnio-dolno-niemieckiego, mamy przecież też czas przyszły tworzony czasownikami posiłkowymi mieć i chcieć, co dokładnie odpowiada śdn. hebben i willen w tej samej funkcji. Możliwe też, że podobne zjawisko istniało w górnoniemieckim tego okresu, stąd w tłumaczeniu używane są formy wollte, wollten zamiast spodziewanego trybu łączącego würde, würden.
« Ostatnia zmiana: Wrzesień 30, 2021, 22:57:17 wysłana przez Siemoród »
Niech żyje Wolny Syjam!
 

Offline Siemoród

Odp: Połabskie wyzwania akcentuacyjne (i nie tylko)
« Odpowiedź #259 dnia: Październik 06, 2021, 21:24:35 »
Znalazłem trzy tomy artykułów naukowych głównie o połabskim i pisanych przez Olescha bądź dedykowanych mu, nie mam możliwości zeskanowania tego wszystkiego, więc na razie wrzucam na zachętę artykuł o połabskich miesiącach.
Do pobrania tutaj

A z innych artykułów na zachętę przedstawiam:
1. Mapka miejscowości zamieszkałych przez Drzewian połabskich – im pełniejsze kółko tym więcej Wendów.

2. Krótki podsumowanie różnic dialektalnych w połabskim, część większego artykułu.

3. Jeszcze jedna mapka Wendlandu.

W sumie ktoś się zastanawiał, jak powinno brzmieć "Drzewianie" po połabsku? Czy to nie jest bardziej od drwa niż drzewa? Dråwiani? Tylko nie wiem jak wtedy nazwać krainę, a problem polega na tym, że podobno nazwa Wendland zaczęła fungować dopiero po śmierci połabskiego.
« Ostatnia zmiana: Październik 07, 2021, 22:38:39 wysłana przez Siemoród »
Niech żyje Wolny Syjam!
 
Pochwalili: Dynozaur, F1req

Offline Tolasz

  • Wiadomości: 512
  • Pochwalisze: 61 razy
  • Νημα δανια ναδ πηρογϊ, α Μοχαμμαδ βϋλ ϊχ σμακοψεμ!
Odp: Połabskie wyzwania akcentuacyjne (i nie tylko)
« Odpowiedź #260 dnia: Październik 07, 2021, 17:00:54 »
Cytuj
Tylko nie wiem jak wtedy nazwać krainę, a problem polega na tym, że podobno nazwa Wendland zaczęła fungować dopiero po śmierci połabskiego.
Proponuję podążać za wzorem: Niemcy, Węgry, Czechy, Kaszuby, Drzewiany... Na Drzewianach, na Drzewiany, z Drzewian itd.
 

Offline Siemoród

Odp: Połabskie wyzwania akcentuacyjne (i nie tylko)
« Odpowiedź #261 dnia: Październik 10, 2021, 20:06:29 »
Zdobyłem artykuły Olescha „Der dravänopolabische Wortakzent“ oraz „Wspólne słownictwo kaszubsko-drzewiańskie“ i podobną pracę Popowskiej-Taborskiej „Połabskie i słowińskie zmiany semantyczne“. Wszystkie do pobrania tutaj.

Oprócz tego przestudjowałem sobie jeszcze raz pracę Kortlandta i próbowałem wprowadzić jego hipotezę w życie na przykładzie dwusylabowych feminin na -o/-ă, co nawet dało niezłe rezultaty, trochę podobne jak u Wedyowisza, przy czym u mnie wyszły trzy paradygmaty - A (<a, akcent na końcówce), B (<długie b, akcent na rdzeniu), C (<krótkie b, c; akcent na rdzeniu poza DSg, ASg, ISg, NADu, NAPl). O ile w żeńskich wygląda jeszcze ładnie, to w męzkich i nijakich hipoteza Kortlandta się mocno sypie, co można tłumaczyć wpływem przyimków i wyrównaniami. Jednak nawet w żeńskich mam problem z DSg i LSg w par. C (w końcu według Kortlandta powinno być kъ zemľì > kå zimĕ oraz vъ zêmľi > vå zimai, a jest zimai i zimĕ). Oprócz tego mam wątpliwości co do ściągania akcentu z *-amъ, skoro ono było długie (skoro w -ovъ zakładamy długość z wzdłużenia zastępczego, to i tu powinniśmy, czyż nie? mamy formę /vaikăm/, ale nie dość że nie wiadomo z jakiego paradygmatu jest ona – strzelam że B – to jeszcze jest bardzo dziwna xD).

Swoją drogą chyba rozwiązałem problem zaimków nieokreślonych 'coś', 'ktoś' i podobnych. Najwidoczniej były one równe zaimkom pytającym, podobnie zresztą jak w potocznym niemieckim, na co mam dwa przykłady:
Joz cą tibĕ cig ricăt.   Ich will Dier was sagen.
ją kåtü tom?   Ist jemand da?
A co ciekawe forma cig szerzyła się nie tylko do biernika jak widać na pierwszym przykładzie, ale też do mianownika (jak w ros. чо < чего):
cig ją tü?   Was ist das?
Z kolei do biernika, w odróżnieniu od rosyjskiego, najwidoczniej nie przenikało nicig:
ne măm nic kå våidońĕ   Ich habe nichts auszugeben
Niech żyje Wolny Syjam!
 

Offline Siemoród

Odp: Połabskie wyzwania akcentuacyjne (i nie tylko)
« Odpowiedź #262 dnia: Październik 12, 2021, 17:58:02 »
Wrzucam kolejny skan: Morfologia zapożyczeń niemieckich w języku połabskim Polańskiego. Odnośnik tutaj.

Przy okazji bawię się akcentuacją jednosylabowych męzkich i chyba nawet mam teorię jak wyglądało to przeskakiwanie akcentu na przyimek, jednak napotykam problem, kiedy nie widzę redukcji w formach, takich jak /vå meste, så Büďåm, så lüxťåm, vå pülai/, aż mam wrażenie, że śródwyrazowej redukcji spowodowanej przyimkiem ulegały wyłącznie samogłoski, które w redukcji dawały ă, natomiast nie mam w tym zjawisku przykładu typu *vå pĕlai, så Bĕďåm, så lĕxťåm. Czy ktoś ma taki przykład?

Skoro obok /no gărde/ mamy /no gorde/, a obok /vå krăme/ mamy /vå krome/ (choć tu miałem hipotezę, że to kråm xD), to chyba jest to znak, że ta poprzyimkowa mutacja paradygmatów była zjawiskiem zanikającym i przez to w zabytkach możemy mieć pewien burdelik. Nie podoba mi się też form /kå sjotau/ (zamiast *sjătau) obok /no svăte/. W każdym razie oznacza to, że obecność przyimka nie musiała powodować redukcji przedostatniej sylaby, a już tym bardziej nie widzę śladu redukcji do ĕ.

Dziwne też jest trochę to, że ta redukcja trafiła się przy słowie /krom/, które powinno być wrzucone do paradygmatu A, a nie C, ale skoro mamy i spodziewane /vå krome/, to może to jednostkowy wypadek albo literówka.

Swoją drogą – ktoś wymyślił, jak interpretować formy /vaikă/ i <jinnah>? Ja na ten moment jestem skłonny założyć, że "wika" oznaczało targ, a "wiki" miasto, a dziwne formy typu vaiťĕ/vaiťai (co Polański tłumaczy nieodmiennością spowodowaną jak u Mańczaka częstym użyciem) to po prostu dziwne błędy zapisu (coś jak <Swet> /svet/ 'Welt' albo <Woy> /voi/ 'aus' – wiemy że Hennig lubił tak rozbierać zapisane wyrażenia albo poprawiać). Co do <jinnah> zobaczyłem, że Rost to wiąże z jakimś jüe(n), ale nadal <jinnah> na /jünă/ mi trochę nie pasuje (Parum Schulze raczej nie mylił /i/ z /ü/), może to /jüvă/ (por. śdn. juwer) błędnie oddczytana jako <jinnah> a nei <jüwah>? Trzeba by zobaczyć te rękopisy, ale przecież w kursywie takie rzeczy potrafią się mylić.

Ostatnia rzecz – zastanawiam się, czy Polański i inni polabiści dobrze postępują marginalizując fonem /h/, kiedy regularnie on pojawia się w takich słowach jak /hist~jist/ a szczególnie /hait~ait/, a przy tym np. nie pojawia się przy przedrostku /ai-/ < *u-. Za tymi formami nawet przemawiają równoległe łużyckie formy hišće/hyšći czy hić/hyś. Z tego powodu nie przyjmuję wytłumaczenia, że to była po prostu niestabilna proteza, skoro zabytki wzkazują na to, że pojawienie się h- nie zależy tylko od otoczenia fonetycznego i w niektórych wyrazach jest dużo częstsze niż w innych. Jakie jest wasze zdanie na ten temat?
« Ostatnia zmiana: Październik 12, 2021, 23:33:56 wysłana przez Siemoród »
Niech żyje Wolny Syjam!
 
Pochwalili: Dynozaur